Jego zaskakujące, bite fałszem strzały zmuszały do kapitulacji tak renomowanych bramkarzy jak Carnus, Belli, Van Beveren. Na Igrzyskach Olimpijskich kunszt strzelca wyborowego demonstrował już od inauguracyjnego spotkania z Kolumbią...
„Była szesnasta minuta naszego pierwszego meczu na Olimpiadzie. Kolumbijczycy powstrzymali atak wybiciem piłki na róg. Kornery z lewej strony egzekwował zwykle Gadocha. Do piłki podszedł jednak Lubański. Przeciwnicy skomasowali siły na polu karnym, ja zaś stanąłem w odległości 20 metrów od bramki, dając Włodkowi znak ręką by zagrał w moim kierunku. Nie wiem nawet czy dostrzegł ten gest, ale za chwilę nastąpiło silne, półgórne dośrodkowanie. Kropnąłem z woleja, a zasłonięty bramkarz nie zdołał nawet zareagować. Kolejna bramka też była moim dziełem. Akcję zainicjował na środku pola Lubański, wypuszczając w bój Kmiecika. Krakowianin podciągnął do linii i wycofał piłkę do tyłu. Przejąłem ją w pełnym biegu, zrobiłem zwód i po przyziemnej „pasówce" Antonio Rivas nie miał nic do powiedzenia. Trzeciego gola strzeliłem w następnym meczu z Ghaną. Początek okazał się więc pomyślny. Jak będzie dalej?
Mecz z Danią był najsłabszym występem drużyny.
| |
|