Toteż nie Bazylea a Rzym, następne miejsce spotkania najlepszych gimnastyezek świata, był dla niej startem najważniejszym. Tuż przed zawodami robiono podobno w Polsce zakłady wśród trenerów, że nie zmieści się w pierwszej dziesiątce. Zakłady były wysokie. Ona jednak zacisnęła zęby i przywiozła z Rzymu brązowy medal. Mistrzyni świata jeszcze raz pokazała lwi pazur. Jej poprzedni sukces został umocniony, podbudowany. Nikt już nie mógł mówić ó przypadku. Była bez wątpienia w gronie najlepszych gimnastyezek świata. Dopiero wtedy poczuła się naprawdę szczęśliwa. Zaczął się nawet zacierać w pamięci obraz startu w Helsinkach. Ta olimpiada, jak sama mówi, była dla niej straszna. Startowała przecież z kontuzją obu nadgarstków. Po żaden wynik, po to tylko aby ratować punkty dla drużyny. Opłakała serdecznie ten swój nieudany start.
Zawsze była bardzo spontaniczna. Równie łatwo płakała, jak i... śmiała się do łez. A czasem było z czego. Pewnego dnia na skaczące zgrabnie do tramwaju młode kobiety zwrócił u-wagę jadący nim mężczyzna i... zaczął je namawiać do uprawiania gimnastyki. Rakoczy nabrała wody w usta, potakiwała tylko poważnie głową.
| |
|