U nas nie uniknęli mieszania obu znaczeń ani Władysław Witwicki, pisząc o uczuciach estetycznych (1947), ani Stanisław Ossowski w swojej znanej książce pt. U podstaw estetyki (1933). Witwicki uważa za uczucia estetyczne takie uczucia, które budzą się w nas „pod wpływem przedmiotów, uchodzących na ogół za piękne". Ale wśród uczuć estetycznych omawia śmieszność: zjawia się ona tam, „gdzie daje się dostrzegać czyjaś niemoc, słabość, wada, która nie budzi współczucia, strachu, grozy ani zbyt wielkiego wstrętu". Z zestawienia obu cytatów zdaje się wynikać, że wada, która nie budzi zbyt wielkiego wstrętu, jest przedmiotem, uchodzącym na ogół za piękny. Czyżby? Ossowski ze swej strony zwraca uwagę na oba znaczenia terminu „piękno" (szersze i węższe), ale czytając jego tekst nie zawsze wiemy, w jakim znaczeniu autor tym terminem się posługuje.
Sprawa nie jest błaha. Zamazywanie granic między pięknem w sensie nadrzędnym (to znaczy tym, który ogarnia różne kategorie estetycznych wartości lub przeżyć) a pięknem w sensie podrzędnym (czyli jedną z kategorii estetycznych) odsuwa wzgardliwie zbyt wiele elementów, występujących przy przeżywaniu dzieła sztuki, w dziedzinę przypadkowych tylko „szumów" czy „zanieczyszczeń", ponieważ elementy te są odległe od przeżywania podrzędnej kategorii piękna. Ponadto takie zamazywanie granic umacnia dwa naraz mylne poglądy. Jeśli ktoś mówi, że każde dzieło sztuki godne tego miana musi być piękne, to mógłby mieć rację, stosując szersze znaczenie akademickie, ale z pewnością jej nie ma, jeśli stosuje (jak się to zwykle dzieje) węższe akademickie znaczenie terminu „piękno".
| |
|