W iluż to listach Witkacy
W iluż to listach Witkacy zazdrości Tacie „młodzieńczości"! Czy jest w tym jakaś ogólna prawidłowość, niemal biologiczna, że w pewnym okresie znużenia sobą, młody dziwi się energii starych? Pomyślmy nad zaskakującym zdaniem Witkiewicza: „Ja jestem za sufrażystkami, za każdym, kto się buntuje przeciw temu, co jest. Młody człowiek może być konne rwatystą, ale stary powinien przecie, do diabła, znać życie" (1910). A może prawidłowość jest węższa: po generacji walczącej z płomienną wiarą wy-rimta - wedle prawa alternacji (czy jest takie prawo ?) - generacja sceptyczna lub cyniczna? Może w końcu nie ma tu żadnej prawidłowości prócz tej, że ludzie się różnią. Jak harmonijny, jak po prostu szczęśliwy wydaje nic ojciec w porównaniu z synem, „chorym i zagmatwanym w sobie do obłędu" (pisał Witkacy w 1913; w tymże niemal czasie ojciec gderał na {c;o lekarza-psychoanalityka: „jeszcze Ci wmówi jaką chorobę"). Może luti>tnie Witkacy był chory psychicznie w ostatnich latach życia, jak mnie-nml Bolesław Miciński? W każdym razie „podstawowa organizacja" była Imiti. Tak chyba myślał Witkacy, stając się zapalczywym wyznawcą Kret-wluncra. Może miał trochę racji: jego ojciec, to był co się zowie ekstrawer-tyk (u Kretschmera cyklotymik, u Witkacego - niezbyt ściśle używającego Kretschmerowskich terminów - pyknik, „pykniczeńko"), Witkacy, to liinniiikalny prawie introwertyk (schizotymik, „schyzio"). Walka między oliyziem a pykniczeńką, nawet w ustroju jednego i tego samego człowieka, ło podstawowa kategoria psychologiczna Jedynego wyjścia. Czy ta walka ni tmtiitniej powieści Witkacego nie brzmi jak końcowe echo długoletniej, w* poza grobem, konfrontacji ojca i syna?
| |