Znowu mnie dopadł
Znowu mnie dopadł. Fatalna sytuacja! Zrobiłem zupełnie śmieszny, niespotykany na ringach unik, jeden z tych, które Stamm z uśmieszkiem określał jako „kielecki". Wysjzed-łem jednak ciosem z tej opresji i odzyskałem spokój. Miednow parł do przodu, zbijałem jego uderzenia, kontrując za każdym razem. Ale chyba nikt się nie domyślał, ile mnie to kosztowało. Ręka mi się załamywała, a nogi nie chciały nadążyć za tempem akcji - nie miałem zresztą wtedy jeszcze tak opanowanej pracy nóg, jak później. Reprezentant ZSRR 29fi był jak żywioł, walił sierpami z obu rąk z półdystansu, mer zbyt celnie, ale męczył mnie tym niesłychanie. Moje ręce by-r ły chyba z waty. Dobrze, że trafiałem go częściej kontrami: i uzyskałem przewagę w pierwszej rundzie. Drugie starcie było podobne. Pamiętam, że odczułem mocno' jeden z ciosów Miednowa, nie dałem tego jednak poznać po sobie. Wzmogłem nawet tempo. Bokser musi umieć ukrywać , ból, zmęczenie i niepewność. Zauważyłem, że przeciwnik jest zaskoczony moją nieuchwytnością. To mi dodało pewności siebie, a jednocześnie zachowałem większą ostrożność.
| |